Kilka słów o miejscu mojej posługi
Miejscowość, w której posługuję, jest bardzo ciekawym, około jedenastotysięcznym miasteczkiem, usytuowanym pośród malowniczych dolin śródandyjskich w środkowej części Boliwii, na wysokości około 2400 m n.p.m.
Aiquile jest również centrum Prałatury Aiquile, która obejmuje rozległy teren o powierzchni około 23 340 km² i zamieszkuje ją około 270 tysięcy osób. Na jej terenie znajduje się 14 parafii. Prałatura, jako jednostka kościelna o charakterze misyjnym, nie jest jeszcze pełnoprawną diecezją, dlatego tutejszy Kościół wciąż potrzebuje szczególnego wsparcia i obecności misjonarzy.
Dla porównania – archidiecezja gdańska, z której pochodzę, obejmuje około 2300 km². Oznacza to, że teren Prałatury Aiquile jest niemal dziesięciokrotnie większy.
Sama parafia, w której posługuję, obejmuje obszar około 2740 km². Poza miasteczkiem w jej skład wchodzi ponad 80 wiosek, a na całym terenie parafii mieszka około 32 tysięcy osób. Ludzie w większości żyją tu bardzo skromnie i utrzymują się z rolnictwa, co w tym wymagającym, górzystym i stosunkowo suchym terenie jest dużym wyzwaniem.
Aiquile powszechnie kojarzone jest z tym, że jest światową stolicą charango – niewielkiego, charakterystycznego boliwijskiego instrumentu o dziesięciu strunach, przypominającego małą gitarę, a zarazem podobnego do mandoliny.
Wyjątkowym, a zarazem tragicznym dniem w historii Aiquile był 22 maja 1998 roku. Wtedy właśnie miało miejsce jedno z najbardziej tragicznych trzęsień ziemi w historii Boliwii. Zginęło 75 osób, a wielu mieszkańców zostało rannych. Wiele budynków uległo zniszczeniu, w tym również tutejszy kościół parafialny, będący zarazem katedrą. Dzięki pomocy wielu osób i organizacji udało się odbudować miasto, ale nie zachowało już ono swojego wcześniejszego, charakterystycznego pokolonialnego klimatu.
Obecnie na parafii, poza mną, posługuje ksiądz Tomasz Grzyb i Luciano Jimenez.
Poza posługą sakramentalną na terenie parafii moim głównym zadaniem jest praca duszpasterska z dziećmi i młodzieżą oraz opieka duchowo-wychowawcza w internacie dla chłopaków pochodzących z okolicznych wiosek.
Dla mnie posługa misyjna, pomimo wielu trudów i niedogodności, to nieopisana przygoda z Jezusem. Różnorodność Kościoła w tym zakątku świata to w moich oczach Jego ogromny skarb. Świadomość własnej niegodności reprezentowania tak dobrego Boga jest wielką lekcją pokory oraz pokonywania własnych ograniczeń.
Każdy dzień na misjach to dla mnie wielki dar od Boga.