Okres prawie czterech tygodni w Cochabambie za mną. W czasie tych dni udało mi się złożyć wszystkie dokumenty związane z wizą :)
Podczas mojej obecności w Cochabambie, od poniedziałku do piątku korzystałem z kursu językowego. Czas weekendów też nie był nudny. Dzięki zaprzyjaźnionym siostrom mogłem poznawać także okolice Cochabamby. Miałem okazję odwiedzić Taratę, Incachaca i sanktuarium maryjne w Quillacollo.
Poza tymi zewnętrznymi sprawami, wielką przygodą dla mnie jest codzienność z Bogiem. Codzienna Eucharystia, adoracja, Słowo Boże i łączność internetowa z bliskimi dają mi niesamowity pokój serca i radość – pomimo tylu zewnętrznych zmian. Dobrze znając siebie, podejrzewałem wcześniej, że trudniej będzie mi wchodzić w boliwijską codzienną rzeczywistość.
Cieszę się bardzo, że mogłem też poznać kilka nowych osób. Pan Bóg nieustannie stawia na mej drodze wyjątkowych ludzi z wielkim sercem. To cały czas mnie zaskakuje i fascynuje. Radość z obecności drugiego człowieka trwa! Alleluja!
W minionym czasie mogłem poznawać różne zakątki miasta. Cochabamba jest czwartym pod względem liczby ludności miastem Boliwii. Nazwa miasta pochodzi z języka queucha, gdzie qucha oznacza jezioro lub wodę, a pampa - otwartą przestrzeń. Często Cochabamba określana jest jako serce Boliwii, ponieważ znajduje się w centrum tego państwa.
Był to dla mnie ciekawy i cenny czas. Między innymi mogłem poznać trochę historii tego miejsca. W minionym tygodniu miały miejsce obchody 211. rocznicy wolnościowego powstania Cochabamby. Oswoiłem się trochę z tym miastem. W sposób szczególny w mojej pamięci pozostała różnorodność i wielobarwność poszczególnych stron Cochabamby. Wiele osób z okolicznych wiosek pragnie przeprowadzić się do miasta, które daje więcej szans na lepszą pracę i wykształcenie.
Choć po temperaturze za bardzo tego nie odczuwam, to jednak faktem jest to, że powoli kończy się tu czas zimy… Już wielkimi krokami idzie wiosna, więc… wczoraj wróciłem z radością do Totory :)
Galeria zdjęć z Cochabamby: tutaj