Niesamowitą niespodzianką była dla mnie historia wylotu do Boliwii. Kiedy ruszając z Polski poznawałem na lotnisku i w samolocie dwie wolontariuszki misyjne, Martę i Marię, poczułem się niczym Łazarz w towarzystwie swoich sióstr i przyjaciela Jezusa. Cieszę się, że po niemal dziesięciu miesiącach udało nam się wspólnie spotkać na boliwijskiej ziemi. Najpierw Marysia i Marta, które na co dzień posługują w domu dziecka w Tupizie, zawitały do Aiquile, a potem ja udałem się z rewizytą. Czas był bardzo intensywny i radosny, a niedosyt oczywiście pozostaje :)
W tak zwanym międzyczasie poza codziennymi zajęciami miało miejsce:
- spotkanie z młodzieżą z parafii w Omereque;
- świętowanie lokalnej uroczystości podwyższenia Krzyża Świętego w niektórych wioskach;
- święto szkoły, której patronuje św. Marta;
- Msza Święta za przyjaciół misji;
- odbiór strojów sportowych dla naszego internatu (wielkie podziękowania dla dobrodziejów);
- odkrywanie Aiquile i okolic przez Martę i Marysię;
- poznawanie przeze mnie Tupizy (szczególna radość z poznania dzieci z domu dziecka, odkrycie przefantastycznych Torito – trójkołowych szybkomknących pojazdów, poznanie sióstr Służebniczek Dębickich oraz ojców redemptorystów posługujących w Tupizie, konna przygoda po okolicy).