Wczoraj w Boliwii był Dzień Ojca. Połączenie tego święta z Uroczystością św. Józefa, który jest patronem ojców i rodzin, dobrze ze sobą koreluje. 19 marca od początku mojego życia to też dla mnie wyjątkowy dzień i okazja do świętowania urodzin. I dodam ciekawostkę. Pierwszy raz miałem okazję zajadać urodzinowego torta (jednego z sześciu w te urodziny) już od szóstej rano – po wcześniejszej serenadzie przygotowanej przez młodzież z duszpasterstwa :) Choć przyszło mi wejść w kolejną „wiosnę” mojego życia daleko od Polski, to jednak cieszę się, że i tu dzięki moim nowym „ziomkom” mogłem bardzo miło świętować. Przy okazji dziękuję również za przemiłe i bardzo liczne życzenia z Polski.
Dodam jeszcze, że powoli odnajduję się w sytuacji, w której ludzie każdego dnia zwracają się do mnie, podobnie jak do innych księży, „Padre”, czyli „Ojcze”. Z jednej strony to nic nadzwyczajnego, ale z drugiej - pewne przemyślenia w tym temacie same przychodzą do głowy. I tu św. Józef jest wielką pomocą w odnajdywaniu się w sytuacji bycia ojcem, nie będąc nim w biologiczny sposób. Podsumowując krótko, stwierdzę po prostu, że święty „Józek” jest dla mnie cichym bohaterem.
W tak zwanym międzyczasie tego tygodnia nauczyłem się ze skutecznością obsługiwać maszynę do szycia w celu zrobienia zasłon do naszej „sali kinowej” w centrum duszpasterskim.
Wspólnie z młodzieżą miałem okazję odwiedzić studio naszego lokalnego radia.
Radością też oczywiście były kolejne duszpasterskie odwiedziny wiosek.