Te duże.
I te małe.
Najbardziej jednak te codzienne.
Bo nie kończą.
One czekają.
Na kolejną.
Na następne słowo.
Na drugiego człowieka.
Czasem są spotkaniem.
Czasem świętowaniem.
Czasem drogą.
Bywają odwiedzinami.
Chwilą wizyty u chorego.
Rozmową w warsztacie.
Są formacją.
Taką, w której więcej się otrzymuje,
niż przekazuje.
Jak u świętego Jana.
Krótkie życie.
Ślad, który nie zna odległości.
Mają smak wspomnień.
Wschodów.
Zachodów.
Dziecięcego śmiechu.
Zmarszczek, które opowiadają historię.
I drogi.
Z zakrętami.
Z dziurami.
Z widokami.
Kropki.
Tak podobne.
Tak różne.
Dopiero razem...
zaczynają coś mówić.
I ON za nimi da się znaleźć.