Kolejna relacja z cyklu realna akcja.
W codzienności na misjach, podobnie, jak gdzie indziej trudności nie brakuje, ale jeśli robi się to, co się ma to jest moc.
Wychodzenie, towarzyszenie, służba - czasem kosztuje dużooooo cierpliwości, ale kiedy zakwitnie, niesamowicie cieszy.
W tym tygodniu pobłogosławiłem kilka związków małżeńskich, a wśród nich jeden na bardzo odległej wiosce. Dwoje starszych ludzi postanowiło podjąć ten krok i miło mi było w tym im towarzyszyć.
Dobrze, że był ze mną katechista, który ich przygotował i pomógł mi w tłumaczeniu na dialekt Quechua bo bez tego było by ciężko.
Trwający weekend to duszpastersko intensywna akcja - spotkanie formacyjno-integracyjne reprezentacji wspólnot młodzieżowych z naszej Prałatury oraz regionalne spotkanie duszpasterstwa rodzin.
Dużo radości, modlitwy, świadectw, pytań, spowiedzi, tańców.
Dobry czas.
Dzięki wszystkim towarzyszącym i wspierającym te działania zarówno na miejscu jak i na odległość.
To są te momenty, kiedy baterie się rozładowują, ale czuję się uskrzydlonym i dzięki wsparciu i współpracy lecę dalej.
Jest radość
Alleluja
+